niedziela, 23 sierpnia 2015

Maybe Someday-recenzja książki


Maybe Someday 

‘Często usiłujemy ukryć nasze uczucia przed tymi, którzy powinni je poznać. Ludzie skrywają emocje, zupełnie jakby ujawnienie ich było czymś złym.’

    Okładka książki Maybe Someday
  • Autorka: Colleen Hoover 
  • Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski 
  • Wydawnictwo: Otwarte
  • Ilość stron: 440 
  • Ilość rozdziałów:  

Sydney ma wszystko, czego jej potrzeba- pieniądze, przyjaciółkę i udany związek. Ku niezadowoleniu swojego ojca studiuje wychowanie muzyczne. Co wieczór powtarza swój codzienny rytuał, wychodzi na balkon, by posłuchać zniewalającej gry pewnego przystojnego chłopaka z gitarą. Często śpiewa do jego utworów i pisze do nich teksty. Od dzieciństwa gra na pianinie i ma zamiłowanie do muzyki. Ma też dwadzieścia dwa lata i strasznego pecha. W dniu urodzin dowiaduje się, że chłopak zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką. Chociaż urodziny ma ona, a nie tych dwoje, Sydney obdarowuje ich prezentem-niespodzianką, w postaci sierpowego w twarz. Po tym zdarzeniu, z obolałą pięścią i walizką w ręce rusza na poszukiwanie lepszego życia, bez fałszywej przyjaciółki i obłudnego chłopaka. 

Przemoknięta i załamana dziewczyna jest skazana na zamieszkanie u Ridge'a-tajemniczego gitarzysty, którego słuchała co wieczór. Szybko znajdują między sobą nić porozumienia i zaprzyjaźniają się. Okazuje się, że Rigde zauważył, jak Sydney śpiewała do jego muzyki. On świetnie gra, ale cierpi na coś w rodzaju blokady twórczej i jego utworom brakuje tekstów. Przekonuje Sydney do podzielenia się z nim tym co napisała. Dziewczyna robi to, co skutkuje potem tym, że zostaje tekściarką swojego ulubionego zespołu. 

W tej powieści jeden rozdział jest opisywany z punktu widzenia Sydney, a drugi z punktu widzenia Ridge'a. Nie jest to nic oryginalnego i niespotykanego, ponieważ dzisiaj tego typu podział można spotkać w wielu książkach dla młodzieży. Cieszę się, że został tu zastosowany, tak samo jak np. w Eleonora & Park. Dzięki temu możemy poznać uczucia obojga bohaterów, a nie tylko jednego z nich. 

Za świetny pomysł uważam też dołączenie do książki kodu, za pomocą którego mamy dostęp do piosenek, których teksty znajdują się w powieści. Wspaniale było słuchać tej muzyki w trakcie lektury. Czułam się, jakby Ridge grał tuż obok mnie. Muzyka odgrywa w tej powieści bardzo ważną rolę. W istocie to od niej wszystko się zaczęło i dzięki niej główni bohaterowie zwrócili na siebie uwagę. Tym bardziej cieszę się, że na potrzeby tej historii powstał osobny album. Pani Hoover i panu Petersonowi należą się gromkie brawa. Ich współpraca okazała się naprawdę owocna. 

Zastanawialiście się kiedyś, czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Jeśli nie, to sięgając po tę książkę, zaczniecie. Taki bowiem wątek w niej występuje. Szczęśliwy związek, dwie kochające się osoby. A potem pojawia się ta trzecia, która wraz ze swoim pojawieniem się wszystko zmienia. Zabiera połowę serca, która zajmowała ta druga. I teraz w jednym sercu są dwie osoby, pomiędzy którymi ta trzecia będzie musiała kiedyś wybrać.

Może pomyślicie, że Maybe Someday przypomina inne młodzieżówki. Ale to nie prawda. Na kartach żadnej powieści nie pływa tyle różnych emocji i uczuć. Ta książka jest naprawdę dobrze przemyślana. Nic nie dzieje się w niej bez powodu. Oprócz emocjonalności, wyróżnia ją także realizm. Postacie są takie jak my, rzeczywiści ludzie. Mają swoje wady i zalety, ich zachowanie nie bierze się znikąd. Pokochałam praktycznie wszystkich bohaterów, właśnie za tą prawdziwość. Największą sympatią darzę Ridge'a, za lojalność, choć innych bohaterów też bardzo polubiłam.

Tak dobrze napisanej książki nie czytałam już dawno, o ile w ogóle. Czyta ją się tak lekko i dobrze, że nie potrafię tego opisać. Wczoraj czytałam ją w poczekalni u lekarza. Tak się zaczytałam, że gdy nadeszła moja kolej, mama musiała krzyczeć, żeby wyrwać mnie ze świata z powieści pani Hoover. 

Autorka poruszyła bardzo ważne tematy, takie jak niepełnosprawność. Uzmysławia nam, że nie powinniśmy traktować takich ludzi inaczej, a tym bardziej gorzej! Oprócz tego dotknęła problematyki zdrady, dokonywania wyborów, akceptowania prawdy, taką jaka jest. 

To pierwsze dzieło pani Hoover, z którym mam do czynienia. I zdecydowanie zasługuje na miano dzieła. Wiele razy śmiałam się na głos, wiele razy płakałam. Maybe Someday podbiło moje serce, które podczas czytania zostało kilkakrotnie złamane i poskładane na nowo. 



‘Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma kochać. Serce robi co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce.’