sobota, 6 czerwca 2015

Papierowe Miasta-Recenzja książki


Papierowe Miasta


  • Tytuł oryginału: Paper Towns
  • Autor: John Green
  • Wydawnictwo: Bukowy Las
  • Ilość stron: 393

"Wieczność to kompozycja z chwil 
obecnych."



Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad sensem słowa "cud"? Czym on dla Was jest? Co oznacza? 



Dla jednych cudem może być wyjście z ciężkiej choroby, dla innych piątka ze sprawdzianu z przedmiotu, który ciężko im idzie. 

Dla Quentina Jacobsena cudem była Margo Roth Spiegelman-dziewczyna z sąsiedztwa, w której był od dawna zakochany. W dzieciństwie przeżyli ze sobą coś, czego nie da się zapomnieć. Teraz mijają się na szkolnym korytarzu, nie utrzymując ze sobą zbyt wielkiego kontaktu. 

Q dalej spędzałby swoje dnie w spokojnym rutynowym tempie, gdyby nie wieczorna wizyta Margo. Dziewczyna wkracza w jego życie w stroju nindży, po czym znika. Chłopak ma nadzieję, że wróci po kilku dniach. Tak jednak niestety się nie dzieje. 

Q rozpoczyna poszukiwania, wymagające wielu poświęceń, przemyśleń i zmian. 

"Papierowe Miasta" to druga powieść autorstwa John'a Green'a z którą mam do czynienia. Tym razem również się nie zawiodłam. Tak jak "Gwiazd Naszych Wina", niesie za sobą duże przesłanie, o ile nie jeszcze większe. Mówi o odkrywaniu prawdy, o tym, że nie powinniśmy powierzchownie oceniać innych i kierować się wyłącznie wyobrażeniami. Sprawia, że inaczej patrzymy na świat i ludzi.

Mimo, że książka ta jest genialna, jej przeczytanie zajęło mi ponad tydzień. Myślę, że to dlatego, że musiałam się nad nią zastanowić. Nie potrafiłam "połknąć" jej w jeden wieczór, bo jej przeczytanie i zrozumienie wymagało głębszej refleksji. 

W "Papierowych Miastach" występuje narracja pierwszoosobowa, którą prowadzi Quentin. Jest to dla mnie ciekawe, ponieważ zazwyczaj czytam książki, w których narratorem jest postać żeńska. Fajnie poznaje się pogląd na niektóre sprawy ze strony chłopaka.

Powieść podzielona jest na trzy części. Każda z nich jest trochę inna. Najmniej podobała mi się część druga. Momentami akcja toczyła się w niej, jak dla mnie, zbyt powoli. Największe wrażenie zrobiła na mnie część ostatnia, czyli trzecia. Przeczytałam ją bardzo szybko, nie robiąc sobie przerw. Nie potrafiłam się wtedy oderwać od tej powieści, ciekawa, jak Green ją zakończy. 

A zakończył ją świetnie, tak samo jak Gwiazd Naszych Wina. Nie chcę tutaj spojlerować, ale wiedzcie, że cała część trzecia, jak i samo zakończenie, na prawdę mnie wciągnęła.

Chociaż przeczytałam dopiero dwie powieści tego znakomitego autora, mogę już powiedzieć, że tworzy na prawdę ciekawe, wyjątkowe i osobliwe postacie. W tej powieści taką nieszablonową bohaterką jest Margo Roth Spiegelman. O niej i o jej przygodach słyszał chyba każdy. Znikała na kilka dni, lecz zawsze wracała. Samotnie wyjechała do Missisipi, podróżowała razem z cyrkiem. Była lubiana i znana. 

Ale czy ktokolwiek znał jej prawdziwą twarz? Jak się dowiadujemy-nikt.

A czy my znamy osoby, z którymi na co dzień przebywamy?
Warto się nad tym zastanowić.

Reasumując... 

Papierowe Miasta to genialna, świetna, rewelacyjna _(tutaj dalszy ciąg pozytywnych epitetów)_ powieść. Green, jak na dobrego pisarza przystało, w swoich książkach używa bogatego języka oplecionego w humor, przez który nie raz śmiałam się na głos. Z tej powieści można wyciągnąć wiele mądrych wniosków, idei i tez. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. 

"Pójdziesz do Papierowych Miast i nigdy już nie powrócisz."

A Wy czytaliście tą powieść? Co o niej sądzicie?
Piszcie w komentarzach!